rysunek: Szymon Kruczek

 

Drzewo


Wydawali się tacy pospolici. Ona miała na sobie obcisłe dżinsowe spodnie i bluzkę odkrywającą pępek. Do piersi przyciskała jakąś książkę. Bez przerwy się śmiała. On szedł za nią powoli. Nie próbował jej dogonić. Miał na sobie spocony podkoszulek i szare spodnie. 
Kiedy oparła się o drzewo, jej ciepło przenikało przez korę, aż do samego środka. Była jak liść osiki. On rysował na jej ramieniu ósemki. Wskazującym, lekko przygiętym palcem muskał skórę delikatniej od słońca. Odpowiedziała mu małymi guziczkami, które wystrzeliły w opiętej bluzce wprowadzając obydwoje w zakłopotanie. Szczebiotała coś bez sensu obracając w dłoni patyk. Jego palec błądził po dekolcie pozostawiając na skórze niewidoczne figury. Marszcząc czoło zbliżył usta i pocałował ją w szczelinę pomiędzy wysuwającymi się powoli z bluzki piersiami. Zamknęła oczy. Udawała, że jej nie ma. Ręką błądziła po trawie, wyrywała źdźbła i miętosiła je wyciskając krople zielonego płynu. On nerwowymi ruchami walczył z twardą materią swoich i jej dżinsów, zraszał wszystko swoim potem. Nagle jej szczebiot urwał się. Jęknęła cicho, odepchnęła go i skuliła się. Pogłaskał ją po głowie. Ścierał ze spodni małe kropelki, jakby się ich wstydził. Siedzieli przez chwilę oddaleni od siebie. Potem on wstał, wyciągnął z kieszeni scyzoryk i zaczął wycinać coś w korze. Ona popatrzyła na napis wyryty na drzewie i szepnęła: "To boli".
....
Jeździł palcem po wyrytych w drzewie literach, jakby się ich uczył. Mimo że był już przymrozek, jego czoło było mokre od potu. Lewa ręka nerwowo błądziła w powietrzu, nogi drżały. Wyciągnął z kieszeni gruby sznur. Obejrzał się. Potem zaczął rozwijać kłębek. Sznur wypadł mu z ręki. Podniósł i przerzucił go przez potężny konar nad głową. Położył dwie drewniane skrzynki jedna na drugiej, a potem się na nie wspiął. Zrobił solidny węzeł. Ręka zaczęła wędrować po szyi dotykając jej delikatnie. Oczy zrosiły łzy. Zawiązał sznur na szyi. Zaciągnął supeł. Głowa była nieco wyżej od gałęzi. Był spokojny. Stał przez chwilę w bezruchu, potem kopnął skrzynkę. Sznur naprężył się. Gałąź nie drgnęła. Sznur wbił się lekko w korę. 
...
Dwa dni później wiszące ciało znaleźli chłopcy. Mieli w tej okolicy tajemną kryjówkę. Narobili krzyku. Jakiś mężczyzna wszedł na skrzynkę i przeciął nożem sznur.
Ci chłopcy przychodzili tu często. Rzucali tornistry w trawę i wdrapywali się na któreś z drzew. Robili to na wyścigi. Czasami obydwaj upatrywali sobie to samo drzewo. Wzajemnie sobie przeszkadzali, ciągnąc się za swetry. Innym razem siadali w cieniu i w skupieniu oglądali jakieś fotografie. Rozmawiali bądź zaśmiewali się do utraty tchu. 
Wtedy siąpił deszcz. Krzyczeli coś do siebie. Popychali się. Ich złość narastała. Przez gęste liście deszcz przebijał się rzadziej. Jeden z nich nerwowo szukał czegoś w tornistrze. W końcu wyciągnął jakąś pomiętą kartkę. Drżącą ręką podał koledze. Ten nachylił się nad nią. Zanim jednak zdążył doczytać do końca rzędu liter, otrzymał potężny cios w twarz. Zachwiał się. Ręce zacisnęły się w pięści. Nie pozostał dłużny. Odpowiedział ciosem. Potem prawie równocześnie chwycili się i zaczęli tarmosić. Przewrócili się na mokrą trawę. Krople deszczu zmieszały się z kroplami krwi. Bili się długo i zaciekle. Potem wstali, zabrali tornistry i odeszli każdy w swoją stronę. Nigdy już się tu nie pojawili.
...
Szkoda, lubiła na nich patrzeć. Zastanawiała się, do którego z nich będzie podobny syn, którego nosiła w swoim łonie. Przychodziła tu prawie codziennie. Siadała na ławce w cieniu liści, wypinała wygodnie ogromny brzuch i zamykała oczy. Wyobrażała sobie twarz swojego syna.
Tego dnia kiedy przyszła wczesnym rankiem była zupełnie inna. Miała zmęczoną twarz, tłuste włosy, poplamioną sukienkę. Znikł jej brzuch. Przyniosła małe zawiniątko. Położyła je na zroszonej ławce. W plastikowej torbie reklamującej wranglery coś się ruszało. Słychać było cichy pisk. Odeszła. Najpierw ustał płacz, potem przestała szeleścić reklamówka.

Wtedy też zaczęło umierać drzewo. Umierało długo. Najpierw straciło wzrok, potem słuch. Potem przestało odczuwać dotyk. Przestało pić wodę. Zamieszkały w nim robaki. Reszty dokonała wichura.

 

strona główna