Beata Zalot "Szepty"

Gronków 2008

...
Mogę pokazać ci świat
odwrócony jak w oku kota
mogę przynieść zapach lata
uwięziony w butelce po winie
mogę dać
zaklętą w literach energię
mogę pojawić się w snach
mogę
od słowa przeminąć


***


nie ma nic smutniejszego
niż sierocy śpiew
pszczół

ojciec
przykłada ucho do ula
i mówi:
nie ma matki

potem 
łączy pszczele rodziny
albo poddaje im 
nową królową

a one 
mogą ją zabić
albo przyjąć 


***


Stara jabłoń 
już nie rodzi
pochyla się w stronę płotu
jak staruszka
wiosenny świergot ptaków
irytuje
poranne przymrozki
przeszywają konary do bólu
modli się o śmierć
cichą i łagodną
kolejną zimę przetrwała
wbrew swojej woli


***


Mój dom jest ze słomy i cynamonu
pachnie latem
brzęczy muzyką pszczół

zbudowałam go 
pomiędzy prawdą a kłamstwem
na wodzie
i na marzeniach
na spotkaniu świtu z dniem

kiedy jesienią łatam w dachu dziury
myślę sobie
co to za dom
który porusza się od wzruszeń
przemaka od łez
a ściany przezroczyste jak skrzydła ważek
nie chronią nawet od myśli

a jednak tu jestem

przed zimą wyścielam podłogi 
łupkami szyszek
i pierzem zimorodków 
ofiarowanym przez wiatr

sublokatorzy od siedmiu boleści
pasikonik, wiewiórki i Bóg
trwają ze mną od lat

dziwię im się

tak jak dziwię się światu
i sobie

tu jest 
tak po ludzku

niewygodnie


***


niech Ci się synu
przyśni anioł
niech pod powiekami nocy
ciemność rozjaśni się aż po blask
niech od świtania
myśli Twoje będą
piękniejsze
niech Ci się nigdy nie zdaje
że po tamtej stronie
nie ma barw
jutro Ci o nich opowiem


***


Ktoś inny 
poplami ci sumienie
atramentem

skradnie
pierwszą osobę

użyje przeszłości
przeciwko nam

zamieni na bierna stronę
ślady tamtych spotkań


***


Stoimy naprzeciw siebie
skłóceni

milczymy

dzieli nas powietrze
między nami


***


W moim ogrodzie
dojrzały maliny
chcę je zjeść
z twojego brzucha

spływający sok
naznaczy niebo
czerwienią

nikt nie zmyje pamięci
poranionego nami dnia


***


modlę się do skrzyżowanych
na horyzoncie linii
i panujących w ogrodzie drzew
szyfrem posyłam w dół potoku
prośby
i dziękczynienia

nie jestem jedyna


***


Chciałabym umrzeć wiosną
przy muzyce pszczół

żeby trwa szeleściła

żeby syn siedział koło mojego łóżka
i trzymał mnie za rękę


a Bóg żeby przechadzał się po ogrodzie
niby przypadkiem

żeby się uśmiechał

i żeby zamiast łez
była rosa


***


Wyspowiadam się drzewom
obmyje w potoku z win
pozdrowię ptaki
poranne smutki nawlekę na nić
i wywieszę na płocie
niech rozjaśni je słońce

Bogu dam święty spokój


***


na sobie nic nie mam
tylko przypięty do ucha telefon

jesteśmy rozpięci
od fali do fali

od słowa do słowa

zamiast kocham - halo
zamiast pragnę - proszę?

rozścielone na dwóch łóżkach
słowa
coś przerywa

jeszcze zadzwonię



strona główna